W sobotnim wydaniu Gazety Polskiej Codziennie ukazał się obszerny wywiad z Mateuszem Smoczyńskim. Rozmowa przeprowadzona przez Jana Pospieszalskiego dotyczyła przede wszystkim współpracy z amerykańskim Turtle Island Quartet. Artykuł dostępny jest również na stronie internetowej portalu Niezależna.

Zdarza się, że przylatuję do Polski na jeden lub dwa dni. Przez rok grania w Turtle Island Quartet zrobiłem 30 lotów międzykontynentalnych. Pieniądze, które zarobię w obu zespołach, inwestuję w większości w bilety lotnicze i mieszkanie w San Francisco i Europie. Prowadzę podwójne życie. To jak życie w dwóch małżeństwach – mówi muzyk Mateusz Smoczyński w rozmowie z Janem Pospieszalskim.

Ci, którzy Pana znają albo też zazdroszczą sukcesów, mówią, że urodził się Pan ze skrzypcami…
Nie urodziłem się ze skrzypcami, ale urodziłem się w muzycznej rodzinie. Moja mama skończyła wokal w Akademii Muzycznej w Warszawie, tata tańczył w zespole ludowym. Wujkowie odebrali muzyczne wykształcenie, a pradziadek grał u cara w Rosji na puzonie (śmiech). Muzyka była obecna w naszej rodzinie od kilku pokoleń.

Czyli jest Pan skazany na muzykę (śmiech). Dlaczego wybrał Pan skrzypce?
Początkowo uczyłem się na fortepianie, ale przestraszyłem się profesora i rodzice posłali mnie na skrzypce.

Ten mało zachęcający profesor od fortepianu jest współodpowiedzialny za Pana światowe sukcesy. Wylatuje Pan właśnie do San Francisco.
Mam próby Turtle Island Quartet. To amerykański kwartet smyczkowy, w którym mam zaszczyt grać. Koncertujemy niemal na całym świecie. W październiku i listopadzie mamy 25 koncertów.

To zespół, którym bardzo Pan przez lata się fascynował i którym się inspirował. Zresztą – dodajmy – to zespół renomy światowej, który ma na koncie dwie statuetki Grammy!
Gdy po raz pierwszy ich usłyszałem, zamarzyłem, by stworzyć podobny zespół w Polsce. Sześć lat kompletowałem skład. Poznałem Dawida Lubowicza (skrzypce), Michała Zaborskiego (altówka) i Krzysztofa Lenczowskiego (wiolonczela). I tak powstał Atom String Quartet.

Czyli pierwszy w Polsce kwartet smyczkowy grający jazz. Mamy tu sensacyjną historię. Młody chłopak z Nieporętu zafascynowany wybitnym kwartetem jazzowym i klasycznym z USA, zaczyna próbować iść ich drogą i nagle hokus-pokus znajduje się w tym zespole. Jak to się stało?!
Historia jest dosyć zabawna, bo zespół musiał tak naprawdę zmienić altowiolistę, który w ich zespole był skrzypkiem jazzowym z altówką w ręku. Pomyśleli jednak, że jest to dobry pretekst do zupełnego odświeżenia składu, więc zaczęli poszukiwania skrzypka. Przesłuchiwali paru skrzypków, m.in. Zacha Brocka, wybitnego Amerykanina, który zaczął robić dużą karierę w USA. Niestety musiał odmówić posady, więc muzycy go zapytali, czy może im kogoś polecić. A on powiedział – sprawdź takiego chłopaka Mateusza. Tylko jest jeden problem, bo on jest z Polski.

I chwycili za globus… (śmiech)
Pewnie nie musieli, bo okazało się, że wiolonczelista Mark miał babcię, która wyemigrowała z Polski, więc wiedzieli, gdzie jest Polska. Ale złapali się za głowę, gdy pomyśleli, że muszą sprowadzić kogoś z Polski na przesłuchania. Wcześniej posłuchali moich nagrań w internecie i przysłali mi plik 80 stron nut. Musiałem się tego nauczyć. Pojechałem na przesłuchania do Nowego Jorku.

Ryzykując, że może z tego nic nie wyjść.
Zainwestowałem w bilet, zresztą zawsze chciałem zobaczyć Nowy Jork. Zagraliśmy cały, bardzo trudny program. Materiału było na jakieś dwie godziny muzyki. I udało się. Ale gdy muzycy zapytali, czy przeprowadzę się do San Francisco na stałe, zawahałem się. Miałem zobowiązania w Polsce. Z Atom String Quartet zdobyliśmy pierwszego Fryderyka, nagraliśmy płytę, która została wydana przez Kayax. Graliśmy masę koncertów w Polsce i Europie. Odmówiłem im. Ale po miesiącu zmieniłem zdanie.

To nieodcięcie polskiej pępowiny wiąże się teraz z niezwykłym wysiłkiem, prawda?
Zdarza się, że przylatuję do Polski na jeden lub dwa dni. Przez rok grania w Turtle Island Quartet zrobiłem 30 lotów międzykontynentalnych. Pieniądze, które zarobię w obu zespołach, inwestuję w większości w bilety lotnicze i mieszkaniew San Francisco i Europie. Prowadzę podwójne życie. To jak życie w dwóch małżeństwach (śmiech).

X