FacebookTwitter

Recenzja z Etho Jazz Festival w Ruchu Muzycznym

By on Wrz 6, 2012 | 0 comments

Improwizować w pojedynkę? Ponoć każdy to potrafi. Ale żeby improwizował cały kwartet smyczkowy? Właściwie jedynym na świecie takim zespołem grającym jazz jest amerykański Turtle Island. Przecież muzycy ze Stanów Zjednoczonych mają najlepsze wyczucie jazzu! Otóż obwieszczam, że mamy w Polsce podobnej miary kwartet smyczkowy! Członkowie Atom String Quartet są świetnie wyszkolonymi muzykami, operującymi nieskazitelną techniką, wykazującymi się ogromną kreatywnością i pomysłowością w czerpaniu z tradycji muzycznych: zarówno muzyki poważnej i jazzu, jak mnóstwa inspiracji z pogranicza folku, jazzu i muzyki rozrywkowej. Kwartet nie opiera się na transkrypcjach jazzowych standardów – wszyscy komponują. I to z sukcesem, co udowodnili 15 stycznia we Wrocławiu.

Koncert w zatłoczonym Klubie Muzycznym „Łykend” rozpoczął się utworem Fugato & Allegrina Krzysztofa Lenczowskiego (wiolonczela) i Mateusza Smoczyńskiego (II skrzypce). Wyrazisty, wesoły temat, opracowany przez zakopiańczyka Dawida Lubowicza (I skrzypce) na nutę góralską, został następnie poddany ripostom z nawiązaniem do formy polifonicznej. Plany dźwiękowe ewoluowały, kontrapunkty wybrzmiewały coraz bardziej groteskowo, gra z klasyką zakończyła się „zamyśleniem”, które przeistoczyło się w rasowe brzmienie bluesowe. Jak przystało na jazzmanów, były też solówki poszczególnych muzyków, za każdym razem świetne, w dobrym guście, pełne poczucia humoru. Utrzymany w podobnym klimacie Triton BluesSmoczyńskiego brzmiał jak stary „porządny jazz”.

Lenczowski, autor inspirowanej muzyką południowoamerykańską LaTina,przeniósł nas też na Wyspy Brytyjskie – w utworze Irish Pub. Wciąż dźwięczy mi w uszach zagrane na bis Zakopane Smoczyńskiego, gdzie Lubowicz udowodnił, że jest rodowitym góralem, nie tylko przez ludowy sposób trzymania skrzypiec. Atom String Quartet przeniesie nas wkrótce w inne miejsce – ich kolejna płyta będzie miała tytuł Places. Tymczasem z czystym sumieniem polecam ich ostatni album Fade In (2011).

Zaskakujące, jak dużo da się usłyszeć w kompozycjach kwartetu: zarysowanych przejrzyście, spójnie, odnoszących się do tradycji romantycznej, jazzu, przez folk aż po muzykę współczesną. Svantetic Krzysztofa Komedy w aranżacji Smoczyńskiego otrzymał formę repryzową, ze skrajnymi częściami przypominającymi Krzesanego Kilara oraz kompozycje Góreckiego. Opracowanie tematu – niemal już standardu jazzowego – zyskało wydźwięk dramatyczny, dużą energię i żywiołowość. W pamięć zapadła mi też kompozycja Michała Zaborskiego (altówka) Too Late, z szeroko płynącymi frazami, o gęstej fakturze i śpiewnej, rzewnej melodii, oraz zagrana na bis – ku uciesze słuchaczy – Roxanne z repertuaru Stinga.

Atom String Quartet nie zawiedzie miłośników jazzu, ani „klasyki”. Słuchajmy!

Marta Januszkiewicz, Ruch Muzyczny
Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter

Dodaj komentarz

X