FacebookTwitter

Recenzja koncertu w Filharmonii Częstochowskiej

By on Paź 10, 2012 | 0 comments

Zagrała atomowa kapela, ale w klasycznym wcieleniu.

Skrzypcowy Atom String Quartet aż trzykrotnie bisował w sali kameralnej Filharmonii Częstochowskiej. I to wypełnionej w większości młodymi słuchaczami. To dowód, że 8. Festiwal Wiolinistyczny im. Hubermana przygotował program dla różnych widzów.

Atom String Quartet, kwartet skrzypcowy w klasycznym składzie, ale grający jazz, to fenomen na skalę światową. Nim usłyszeliśmy go na żywo, tę wyjątkowość potwierdzały np. liczne nagrody dla na młodych skrzypków. Konfrontacja częstochowskiej publiczności (nielicznej, niestety) z tą legendą, przeniosła mit w sferę prawdy. Grupa zaprezentowała doskonały warsztat, wielką swobodę oraz udane kompozycje – mieszankę klasyki, jazzu i folkloru.

Kiedy przed pulpitami na scenie zasiedli czterej niedawni absolwenci Uniwersytetu Muzycznego im. Chopina, wszyscy na czarno, wydawało się przez chwilę, że konferansjer zrobił błąd, że wbrew zapowiedziom za chwilę zabrzmi klasyka. Wstęp do pierwszego utworu zdawał się to potwierdzać. Po chwili jednak zabrzmiał jazz z całym jego temperamentem.

Po dwóch dynamicznych utworach, gdy słuchacz już zaczynał myśleć: „za dużo smyków w tym jazzie”, gdy już zaczynał obawiać się monotonii, nastąpiła zmiana nastroju. Zabrzmiała znakomicie zaaranżowana kołysanka z „Dziecka Rosemary”. Po chwili zaś muzycy pokazali, do czego mogą służyć skrzypce: jak w legendarnych latach 60. Warszawskiej Jesieni opukiwali instrumenty, uderzali smyczkami to w struny, to w gryfy… W ich kompozycjach przeglądała się muzyka irlandzka, latynoska, a w pierwszym bisie przepięknie zabrzmiała góralska kapela.

Do kunsztu muzycznego wykonawcy (a szczególnie zapowiadający kolejne utwory Krzysztof Lenczowski) dodali jeszcze osobisty wdzięk, dostrzeżony i nagradzany przez publiczność.

— Tadeusz Piersiak, Gazeta Częstochowa
Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter

Dodaj komentarz

X