FacebookTwitter

Relacja z Wiosny Jazzowej w Zakopanem

By on Cze 2, 2012 | 1 comment

Atom String Quartet rozpoczął swój koncert w stylu iście… atomowym. Takiej eksplozji krzyku i owacji, jaką zareagowała sala już po pierwszym utworze (Fugato i Allegrina), chyba nigdy jeszcze nie słyszałem.

Atom String Quartet reprezentował jazz zakopiański w tym sensie, że jednym z członków zespołu jest Dawid Lubowicz, który – podobnie jak jego siostra, wokalistka jazzowa Nika – pochodzi z Zakopanego. Dodajmy, że ich rodzice są także muzykami i cenionymi pedagogami. Podczas koncertu szczególnie wzruszył moment, gdy Dawid dedykował swojemu ojcu – obchodzącemu akurat urodziny – własny utwór Na 7. Także w repertuarze zespołu można było odnaleźć związki z regionem – Zakopane autorstwa Mateusza Smoczyńskiego, muzyka usytuowana gdzieś pomiędzy Szymanowskim, Kilarem, a najczystszą tradycją podhalańską, silnie zadziałała na wyobraźnię; flażolety skrzypiec przywodziły na myśl opadającą mgłę, która stopniowo odsłania tatrzańskie szczyty.

Nika Lubowicz pojawiała się na scenie wielokrotnie, za każdym razem prezentując inne walory swojego głosu; chyba najbardziej podobała mi się jej interpretacja Giant Steps, z kapitalnymi fragmentami zaśpiewanymi scatem. Apogeum koncertu nastąpiło w chwili, gdy do zespołu dołączył gość niespodziewany – Adam Sztaba, prezentując własną, dynamicznie wykonaną kompozycję i wtedy kwartet smyczkowy przeobraził się w kwintet fortepianowy. W finale koncertu doszło do “pojedynku” na smyczki między Dawidem Lubowiczem a Mateuszem Smoczyńskim, który zakończył się… remisem; jednak sama “walka”, jej tempo i “wymiana ciosów” zapierały dech w piersiach.

Kwartet nie od parady ma w nazwie słowo “atom”, które wszystkim bardziej kojarzy się z siłą rażenia niż np. z budową materii. Fantastyczna muzykalność, zgranie i bajeczna technika pozwalały artystom rozpędzać dźwięki do prędkości cząsteczek elementarnych w akceleratorze, a świetne aranże i prawdziwe jazzowe solówki, wywoływały wręcz histeryczne reakcje słuchaczy.

— Bogdan Chmura, Jazz Forum

Recenzja płyty “Places” w czerwcowym Jazz Forum.

By on Maj 31, 2012 | 1 comment

Oto nowa płyta Atom String Quartet. Co ciekawe, nagrana wcześniej, jeszcze przed płytą, która ukazała się rok temu razem z pismem JAZZ FORUM. Porównania? Ta jest chyba jeszcze bardziej starannie nagrana, wypieszczona pod względem brzmieniowym, dokładna w każdym szczególe wykonawczym.

Właściwie pisać o niej można w samych superlatywach, choć należy dodać, że na koncertach Atom sprawia jeszcze większe wrażenie – wtedy można obserwować zaangażowanie muzyków, dialogi jakie ze sobą prowadzą. Rytm i artykulacja, te niuanse, które moim zdaniem decydują o tym, cz jest to jazz, robią na mnie największe wrażenie. Oczywiście popisowe improwizacje także, choć jeszcze bardziej podziwiam logikę i konsekwencję narracji muzycznej. Dzięki temu, że muzycy mają tak dobre klasyczne wykształcenie (a jednocześnie każdy z nich ma już spore doświadczenia jazzowe), wszystko w ich wykonaniu jest klarowne i czyste, są znakomicie zgrani.

Sami piszą dla siebie i potrafią w tym świetnie wykorzystać rozmaite specyficzne efekty możliwe do uzyskania na instrumentach strunowych, takie jak flażolety, granie sul ponticello, pizzicato, uderzanie w struny i jeszcze wiele innych. Faktura ich utworów mieni się barwami – barwami uzyskanymi tylko na czterech “niejazzowych” instrumentach. Proszę przyjrzeć się niuansom – jak ważne mogą być dźwięki grane piano! W jazzie rzadko się taki efekt stosuje. Jakie znaczenie można nadać jednemu, ostatniemu dźwiękowi granemu unisono (utwór Iława). Jakie wielkie wyczulenie na barwę! Znajdujemy takie fragmenty, które pokazane bez kontekstu kojarzyłyby się wyłącznie z muzyką klasyczną (np. chorałowy fragment w środku Irish Pub), ale są też takie, w których  wydaje się, że grają bass i perkusja. Każdy z muzyków jest równie ważny, każdy potrafi wykonać świetną solówkę (nie opisuję ich szczegółowo, choć warto się nad każdą pochylić).

Aby ta recenzja nie wydała się zbyt stronnicza, spróbowałem spojrzeć na te nagrania z punktu widzenia słuchacza amatora i jazzowego purysty. Czego może tu brakować? Chyba tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – tonu trąbki, saksofonu, fortepianu, perkusji. To jazz tylko na smyczki. No tak, ale to ma być jazz na smyczki! Powyższy zarzut można postawić jeszcze tak – to są transkrypcje jazzu. Ale po pierwsze – to rzeczywiście nie we wszystkich fragmentach jest jazz i jest to zabieg świadomy, po drugie – każdy słuchacz ma własną wizję tego, co jest jazzem, po trzecie – muzyka nie musi być wyłącznie jazzem, by być znakomita.

Atom String Quartet po wygraniu Bielskiej Zadymki Jazzowej nadal zdobywa nagrody. Dostali Fryderyka za debiut fonograficzny, ostatnio na festiwalu Nowa Tradycja przyznano im Złote Gęśle. Prą do przodu jak taran. Należy im się. Atom na prezydenta!

— Ryszard Borowski, Jazz Forum

Recenzja z Podlasie Jazz Fetival

By on Mar 10, 2012 | 0 comments

Zaskakującą niespodziankę sprawiły dźwięki młodej, bo grającej od niespełna dwóch lat formacji smyczkowej Atom String Quartet. Klasycznie wykształceni muzycy (wszyscy są absolwentami warszawskiej Akademii Muzycznej) przyjechali z koncertów prosto z Berlina. Zagrali kilka własnych kompozycji i oczarowali publiczność. Jest to muzyka wymagająca od wykonawców dużego skupienia, perfekcji, niebywałej muzykalności. Jak się okazuje, to jedyny tego rodzaju kwartet smyczkowy w Polsce i jeden z nielicznych na świecie grający jazz na najwyższym poziomie. Koncert ten z pewnością potwierdził klasę kwartetu, a zagrany na koniec Spain Chicka Corei postawił tylko przysłowiową kropkę nad i.

Istvan Grabowski, Jazz Forum

Atom String Quartet z Januszem Olejniczakiem

By on Sie 25, 2011 | 0 comments

Po koncercie Atom String Quartet z Januszem Olejniczakiem w Łódzkim Klubie Wytwórnia pojawiło się wiele pochlebnych recenzji na kilku portalach internetowych. Muzycy zaprezentowali program z utworami Krzysztofa Komedy w aranżacji Miłosza Wośko oraz członków Atom String Quartet. Anna Lenarcik na portalu www.uwolnijmuzyke.pl pisze: Zaprezentowane zostały utwory Komedy w klasycyzującym ujęciu, choć nie były one przy tym pozbawione jazzowego feelingu. Niektóre opierały się na walkingowym basie, inne zagrane były w rytmie bossanovy, jeszcze inne w formie romantycznej ballady lub walca. Zaskakujące, że to nie fortepian był najbardziej eksponowanym instrumentem podczas koncertu. Rola Olejniczaka sprawadzała się zwykle do wykonywania subtelnego akompaniamentu, na tle którego muzycy Atom String Quartetu mogli wykazać się swoimi umiejętnościami w improwizowanym opracowywaniu linii melodycznych....

Recenzja płyty Fade In w Jazz Forum

By on Cze 14, 2011 | 0 comments

To, że w Polsce mamy wielu znakomitych skrzypków jazzowych grających na najwyższym, światowym poziomie (a na pewno o niebo lepiej od Reginy Carter), jazzmani wiedzieli od dawna. A teraz mamy prawdziwie jazzowy grający na światowym poziomie kwartet smyczkowy!

Co prawda Amerykanie w tej specjalności byli pierwsi – Turtle Island Quartet powstał w 1985 roku, a jako sławny zespół znany jest od kilkunastu lat. Oni rzeczywiście są znakomici. Od tego czasu zetknąłem się jeszcze z kilkoma, ale moim zdaniem nieudanymi próbami grania jazzu przez najbardziej klasyczny, jaki można sobie wyobrazić skład instrumentalny. Były na przykład nagrania sławnego kwartetu Kronos utworów Billa Evansa, ale nigdy nie wykraczało to poza poprawnie wykonaną jazzującą aranżację.

Żeby kwartet uznać za jazzowy, musi być spełniony jeden warunek: wszyscy muszą umieć improwizować! I nie chodzi mi tylko o wykonanie poszczególnych solówek; te może grać kto chce. Chodzi o sposób grania, feeling, artykulację, rodzaj akompaniamentu, swingowanie we wszystkich nutach, reagowanie na improwizację solisty. To wszystko ma Tourtle Island Quartet, i ma Atom String Quartet! Poza nimi nie znam żadnego takiego zespołu na świecie!

Udowadnia to doskonale płyta, która właśnie się ukazała. Jest nagrana podczas koncertu, więc można nie podejrzewać, że coś w studiu dzięki możliwościom technicznym zostało poprawione. Ale oni tak rzeczywiście grają! Byłem na ich koncertach i słyszałem kilka jeszcze bardziej dzikich i popisowych wykonań. To, czego słuchamy na tej płycie, jest może bardziej spokojne (chyba wiedzieli, że to nagranie), ale też bardzo dokładne.

Wszystko, co znajduje się na tej płycie, wydaje mi się godne pochwały. Oczywiście najważniejsze jest to, o czym powiedziałem już na początku: obecny cały czas, w każdej partii, jazzowy feeling, mnóstwo świetnych technicznie, efektownych improwizacji. Są też oryginalne kompozycje, doskonałe aranżacje pełne zaskakujących efektów brzmieniowych. Znajdujemy tu kompozycje wszystkich członków zespołu, a także trzy standardy bardzo niebanalnie zaaranżowane. Svantetic Komedy to wręcz bardzo poważna, pięknie brzmiąca muzyka trwająca ponad dziesięć minut. Komedowska kołysanka (Sleep Safe and Warm) ma wiele fragmentów spokojnych, ale w środku cała kipi namiętnością!

To, że muzycy mają wyższe muzyczne wykształcenie klasyczne (wszyscy kończyli warszawską uczelnię) słychać, ale nie w klasycznym frazowaniu, a w sposobie wykorzystania instrumentów i znakomitej technice –  proszę na przykład posłuchać dwuminutowego, solowego wstępu Mateusza Smoczyńskiego do Patology. Sporo jest skojarzeń z rozmaitymi stylami jazzu – tak jest np. w First Waltz Dawida Lubowicza, czy w LaTina Krzysztofa Lenczowskiego (dowcipne nawiązanie do rytmów i motywów muzyki latynoskiej).

Doskonale przemyślana jest też koncepcja płyty; dobrze się jej słucha w całości, a to jest trudne do osiągnięcia przy tak jednorodnie brzmiącym zespole. To dzięki temu, że muzycy starają się wzbogacić fakturę i korzystają z całej gamy środków artykulacyjnych. Mamy tu różnego rodzaju stukania, flażolety, tremolanda, efekty grania niezwykłego piano, pizzicato, sposoby wydobycia dźwięku sul tasto i sul ponticello. W kompozycji Michała Zaborskiego Too Late, która brzmi do połowy klasycznie, później, gdy dochodzi improwizacja, zespół zaskakuje niezwykłymi efektami glissanda, a ostatni utwór (też Michała) Fade Out kończy się dziką improwizacją dwojga skrzypiec.

Przy każdym kolejny utworze jestem ciekawy, co oni nowego wymyślą i nigdy nie jestem rozczarowany. To świetna zabawa! Czy możliwe, że takich pomysłów starczy na całe lata? Na razie wygląda, że tak, warto chodzić na ich koncerty, by się o tym przekonać. Mamy wśród jazzmanów kilku wykonawców na najwyższym światowym poziomie i teraz Atom String Quartet także do nich należy!

— Ryszard Borowski, Jazz Forum

Recenzja z koncertu Atom String Quartet na portalu Rzeczpospolitej

By on Kwi 7, 2011 | 0 comments

Koncert Atom String Quartet w Skwerze udowodnił słuchaczom, że smyczki nadają się do grania jazzu równie dobrze jak trąbki i saksofony – tak rozpoczyna swoją recenzję Marek Dusza na portalu rp.pl. Niedzielne wieczory w Skwerze przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie przyciągają wyrafinowaną publiczność, a powodem jest starannie dobrany repertuar i wykonawcy. Tu śpiewała Natalia Niemen z kwartetem Piotra Barona, grali: Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Band, Cezary Konrad Trio, Marek Napiórkowski Quartet i międzynarodowy zespół rosyjskiego saksofonisty Olega Kirejewa. Atom String Quartet wystąpił w Warszawie bodaj pierwszy raz od zwycięstwa w konkursie festiwalu Bielska Zadymka Jazzowa 2011. A niedawno dostał nominację w kategorii Nowa Nadzieja Roku Grand Prix Jazz Melomani. Polski Instytut w Berlinie zorganizował im koncert w klubie A-Trane, gdzie byli gorąco oklaskiwani. Nie...

X