FacebookTwitter

Pięciogwiazdkowa recenzja Berka w Jazz Forum!

By on Lip 6, 2017 | 0 comments

W czerwcowym wydaniu magazynu Jazz Forum pojawiła się pięciogwiazdkowa recenzja płyty Berek, którą napisał uznany dziennikarz muzyczny – Tomasz Szachowski. Od co najmniej 10 lat działalności braci Smoczyńskich, Jana i Mateusza, jest istotnym i coraz silniej zauważalnym elementem polskiej sceny jazzu. Zresztą nie tylko jazzu, wystarczy spojrzeć na imponującą, wielotorową karierę Jana i bogaty dorobek płytowy Mateusza, by tę opinie potwierdzić. I oto zwycięzca ubiegłorocznego II Konkursu Skrzypcowego im. Zbigniewa Seiferta, po 10 latach od pamiętnego albumu “Inspirations” ponownie realizuje sesję w kwintecie, w prawie identycznym składzie (na perkusji Romana Ślefarskiego zastąpił Michał Miśkiewicz). Mateusz, gdy chodzi o inspiracje i wzory, wskazywał kilkakrotnie na Johna Coltrane’a i Zbigniewa Seiferta, co m.in. dokumentuje wspomniana płyta “Inspirations”. Ten kierunek, wzbogacony...

Recenzja płyty „Perpendicular Realities” na blogu Adama Barucha

By on Cze 16, 2013 | 1 comment

Jest to drugi album zespołu New Trio, który składa się z polskich braci: Jana Smoczyńskiego, który gra organach Hammonda i skomponował tu większość muzyki, Mateusza Smoczyńskiego, który gra na skrzypcach oraz rosyjskiego perkusisty Alexa Zingera. Album zawiera dwanaście autorskich kompozycji, z których siedem zostało skomponowanych przez Jana, a pozostałe pięć przez wszystkich członków tria.

Estetycznie muzyka kontynuuje dokładnie od momentu, w którym kończy się ich oszałamiający debiut i zawiera więcej tego samego unikalnego brzmienia, które istnieje tylko w obrębie instrumentów – Hammond / skrzypce / perkusja i które ma kilku poprzedników, większość francuskich, gdzie skrzypce mają ugruntowaną pozycję jako instrumentu wiodącego. Rewelacyjne trio Jean-Luc Ponty / Eddy Louiss / Daniel Humair od razu przychodzi na myśl jako punkt odniesienia. Ta sama atmosfera “retro”, która charakteryzowała debiutancki album, ale utrzymuje się również tutaj. Przez to najnowszy album traci nieco na efekcie zaskoczenia, który toważyszył przy debiucie.

Ale zaskoczeni, czy nie, słuchacze znajdą tu wszystkie składniki, które sprawiają, że muzyka jest świetna i warto jej posłuchać: wspaniałe kompozycje i pierwszej klasy wykonianie. Mimo, że dobrze osadzone w ramach głównego nurtu jazzu, to muzyka trzyma słuchacza na krawędzi i nigdy nie jest oczywista, czy jawnie przewidywalna, głównie z podejscia intelektualnego i emocjonalnego. Zróżnicowane tempa ukazują przegląd kompozycyjnych narzędzi, które działają tutaj bardzo skutecznie.

Jeśli chodzi o wykonanie, to album przepełniony jest niesamowitą grą skrzypka. Mateusz po prostu gra po wirtuozowsku od samego początku do końca. On szybko stał się jedenym z czołowych skrzypków nie tylko w Polsce, ale teraz również na skalę światową i z pewnością zajdzie daleko. Ale zarówno Jan i Alex nie pozostają daleko w tyle, a ich wkład na każdym kroku jest na najwyższym poziomie.

Ogólnie jest to wspaniały kawałek muzyki i godna kontynuacja ich debiutu. Przeszli próbę nieszczęsnego „drugiego albumu” śpiewająco i teraz mają czystą kartę, aby kontynuować tę drogę tak daleko jak tylko mogę to sobie wyobrazić. Zarówno koneserzy skrzypiec jak i organów Hammonda będą absolutnie uwielbiali ten album od początku do końca. Szczerze polecam każdemu entuzjaście Jazzu.

Nie zapominajmy też, że Jan Smoczyński jest nie tylko wspaniałym muzykiem, ale także jednym z najlepszych (jeśli nie najlepszym) inżynierów dźwięku w Polsce. Jego legendarne Studio Tokarnia, gdzie ta płyta została nagrana, jest jednym z najlepszych w Europie. Powstaje tu mnóstwo albumów o niezwykłej jakości dźwięku. Czapki z głów!

— Adam Baruch, The Soundtrack Of My Life

Recenzja płyty „Perpendicular Realities” w Jazz Forum

By on Cze 6, 2013 | 0 comments

New Trio to już uznana na naszym jazzowym rynku firma. Tandem Smoczyńskich dopełniony grą najpopularniejszego rosyjskiego perkusisty Alexa Zingera nie sili się na oryginalność, a w sposób kreatywny kontynuuje to, co znamy z poprzedniej, nominowanej do Fryderyka płyty “Simultaneous Abstractions”.

W tej muzyce wygrywa duch spontanicznej improwizacji, czego autorzy nie kryją przyznając, że znaczna część materiału to efekt kolektywnych eksperymentów. I super, bowiem właśnie ten tak istotny element – radość wspólnego grania, współudział w tworzeniu decydują o walorach albumu.

To, co rzuca się nam “na uszy” przy pierwszym przesłuchaniu, to fakt, iż muzycy z przysłowiowego niejednego kotła muzykę wchłaniali, co sprawia, że zarówno tematy mainstreamowe (Emotions), jak i podszyte duchem latino (My Deal) wypadają solidnie. Zdumiewająca jest również demokracja w zespole, która sprawia, że nie można tych muzyków traktować w kategoriach akompaniator – solista, bowiem każdy z instrumentów budyje tutaj swój filar, a na wszystkich trzech opiera się cała zdumiewająco intrygująca koncepcja zespołu.

Połączenia Hammonda z brzmieniem skrzypiec nie należy – delikatnie mówiąc – do najpopularniejszych. Okazuje się, że wypada ono tak samo ciekawie w swingującej konwencji, jak i w sonorystycznych zabawach, jak choćby na końcu płyty. Fajnie wypadają też odważne przetworzenia barwy skrzypiec, dzięki czemu trio z łatwością zmienia koncepcję brzmienia, a to czyni tę muzykę jeszcze atrakcyjniejszą dla słuchacza. Zespół zabiera nas we frapującą podróż, a radość grania udziela nam się bardzo szybko. Słychać też, że mamy do czynienia z rodzajem materiału wyjściowego, który w kontakcie z publicznością będzie rósł jak przysłowiowe ciasto na drożdżach.

Popis dwunarodowego tria to przykład, jak z prawej strony Atlantyku można tworzyć rzeczy niczym nie ustępujące jazzowy z lewej strony tego oceanu. Ale czemu się dziwić, skoro europejska wiolinistyka to kanon jazzowej szkoły gry na tym instrumencie, a swobodne balansowanie między gatunkami i koncepcjami podparte wiekami naszej muzycznej tradycji musi przynosić owoce.

Piotr Iwicki, Jazz Forum

Recenzja koncertu w Filharmonii Częstochowskiej

By on Paź 10, 2012 | 0 comments

Zagrała atomowa kapela, ale w klasycznym wcieleniu.

Skrzypcowy Atom String Quartet aż trzykrotnie bisował w sali kameralnej Filharmonii Częstochowskiej. I to wypełnionej w większości młodymi słuchaczami. To dowód, że 8. Festiwal Wiolinistyczny im. Hubermana przygotował program dla różnych widzów.

Atom String Quartet, kwartet skrzypcowy w klasycznym składzie, ale grający jazz, to fenomen na skalę światową. Nim usłyszeliśmy go na żywo, tę wyjątkowość potwierdzały np. liczne nagrody dla na młodych skrzypków. Konfrontacja częstochowskiej publiczności (nielicznej, niestety) z tą legendą, przeniosła mit w sferę prawdy. Grupa zaprezentowała doskonały warsztat, wielką swobodę oraz udane kompozycje – mieszankę klasyki, jazzu i folkloru.

Kiedy przed pulpitami na scenie zasiedli czterej niedawni absolwenci Uniwersytetu Muzycznego im. Chopina, wszyscy na czarno, wydawało się przez chwilę, że konferansjer zrobił błąd, że wbrew zapowiedziom za chwilę zabrzmi klasyka. Wstęp do pierwszego utworu zdawał się to potwierdzać. Po chwili jednak zabrzmiał jazz z całym jego temperamentem.

Po dwóch dynamicznych utworach, gdy słuchacz już zaczynał myśleć: „za dużo smyków w tym jazzie”, gdy już zaczynał obawiać się monotonii, nastąpiła zmiana nastroju. Zabrzmiała znakomicie zaaranżowana kołysanka z „Dziecka Rosemary”. Po chwili zaś muzycy pokazali, do czego mogą służyć skrzypce: jak w legendarnych latach 60. Warszawskiej Jesieni opukiwali instrumenty, uderzali smyczkami to w struny, to w gryfy… W ich kompozycjach przeglądała się muzyka irlandzka, latynoska, a w pierwszym bisie przepięknie zabrzmiała góralska kapela.

Do kunsztu muzycznego wykonawcy (a szczególnie zapowiadający kolejne utwory Krzysztof Lenczowski) dodali jeszcze osobisty wdzięk, dostrzeżony i nagradzany przez publiczność.

— Tadeusz Piersiak, Gazeta Częstochowa

Recenzja z Etho Jazz Festival w Ruchu Muzycznym

By on Wrz 6, 2012 | 0 comments

Improwizować w pojedynkę? Ponoć każdy to potrafi. Ale żeby improwizował cały kwartet smyczkowy? Właściwie jedynym na świecie takim zespołem grającym jazz jest amerykański Turtle Island. Przecież muzycy ze Stanów Zjednoczonych mają najlepsze wyczucie jazzu! Otóż obwieszczam, że mamy w Polsce podobnej miary kwartet smyczkowy! Członkowie Atom String Quartet są świetnie wyszkolonymi muzykami, operującymi nieskazitelną techniką, wykazującymi się ogromną kreatywnością i pomysłowością w czerpaniu z tradycji muzycznych: zarówno muzyki poważnej i jazzu, jak mnóstwa inspiracji z pogranicza folku, jazzu i muzyki rozrywkowej. Kwartet nie opiera się na transkrypcjach jazzowych standardów – wszyscy komponują. I to z sukcesem, co udowodnili 15 stycznia we Wrocławiu.

Koncert w zatłoczonym Klubie Muzycznym „Łykend” rozpoczął się utworem Fugato & Allegrina Krzysztofa Lenczowskiego (wiolonczela) i Mateusza Smoczyńskiego (II skrzypce). Wyrazisty, wesoły temat, opracowany przez zakopiańczyka Dawida Lubowicza (I skrzypce) na nutę góralską, został następnie poddany ripostom z nawiązaniem do formy polifonicznej. Plany dźwiękowe ewoluowały, kontrapunkty wybrzmiewały coraz bardziej groteskowo, gra z klasyką zakończyła się „zamyśleniem”, które przeistoczyło się w rasowe brzmienie bluesowe. Jak przystało na jazzmanów, były też solówki poszczególnych muzyków, za każdym razem świetne, w dobrym guście, pełne poczucia humoru. Utrzymany w podobnym klimacie Triton BluesSmoczyńskiego brzmiał jak stary „porządny jazz”.

Lenczowski, autor inspirowanej muzyką południowoamerykańską LaTina,przeniósł nas też na Wyspy Brytyjskie – w utworze Irish Pub. Wciąż dźwięczy mi w uszach zagrane na bis Zakopane Smoczyńskiego, gdzie Lubowicz udowodnił, że jest rodowitym góralem, nie tylko przez ludowy sposób trzymania skrzypiec. Atom String Quartet przeniesie nas wkrótce w inne miejsce – ich kolejna płyta będzie miała tytuł Places. Tymczasem z czystym sumieniem polecam ich ostatni album Fade In (2011).

Zaskakujące, jak dużo da się usłyszeć w kompozycjach kwartetu: zarysowanych przejrzyście, spójnie, odnoszących się do tradycji romantycznej, jazzu, przez folk aż po muzykę współczesną. Svantetic Krzysztofa Komedy w aranżacji Smoczyńskiego otrzymał formę repryzową, ze skrajnymi częściami przypominającymi Krzesanego Kilara oraz kompozycje Góreckiego. Opracowanie tematu – niemal już standardu jazzowego – zyskało wydźwięk dramatyczny, dużą energię i żywiołowość. W pamięć zapadła mi też kompozycja Michała Zaborskiego (altówka) Too Late, z szeroko płynącymi frazami, o gęstej fakturze i śpiewnej, rzewnej melodii, oraz zagrana na bis – ku uciesze słuchaczy – Roxanne z repertuaru Stinga.

Atom String Quartet nie zawiedzie miłośników jazzu, ani „klasyki”. Słuchajmy!

Marta Januszkiewicz, Ruch Muzyczny

Recenzja płyty „Places” w Zwierciadle

By on Sie 27, 2012 | 1 comment

Muzyka kontrastów – klasyczny kwartet smyczkowy w jazzowym repertuarze. Ten nietypowy zespół tworzą mistrzowie swoich instrumentów, znani z licznych wcieleń: Dawid Lubowicz (skrzypce), Mateusz Smoczyński (skrzypce), Michał Zaborski (altówka) i Krzysztof Lenczowski (wiolonczela). Ich studyjny debiut nagraniowy przynosi głównie kompozycje własne, inspirowane i folklorem, i klasyką, składające się na fascynującą, postmodernistyczną fuzję. Jedynym utworem ze światowego kanonu jazzowego jest tutaj “Spain” Chicka Corei, kompozycja, która interpretowana przez “Atomistów” nabiera cech muzyki niemal salonowej i przywodzi na myśl duety Elvisa Costello z The Brodsky Quartet. Kwartet smyczkowy to szeroka skala dźwięków i jeszcze szersza skala możliwości – “Zakopane” jest perłą dynamiki i barwy.

Daniel Wyszogrodzki - Zwierciadło
Strona 1 z 41234